„Odjazdowe” brownie.

Zanim o kolejnym torcie, krótki i szybki przerywnik … brownie :)
 
Uwielbiam poszukiwania idealnych smaków, idealnych konsystencji.
Uwielbiam eksperymenty kulinarne, sprawdzanie najróżniejszych możliwości.
Uwielbiam czekoladę, szczególnie taką, której malutki kawałek potrafi nasycić i dodać energii niczym wulkan.
 
Dlatego choć mam już jedno swoje ulubione brownie, postanowiłam trochę poeksperymentować.
 
SONY DSC
 
Brownie, jak wieść gminna niesie, to ciasto-wypadek. Ktoś kiedyś dodał za mało, czy też w ogóle zapomniał o mące i tak powstał zakalec, który zyskał światową sławę. Moje dotyczchasowe brownie jest wyborne, kremowe, mocno czekoladowe. Niczego mu nie brakuje. A jednak …
 
… a jednak moje wypieki z ostatniego roku są dostosowywane do piknikowych, wyjazdowych możliwości, o jednocześnie dosyć spartańskich warunkach, bo gdy ćwiczymy z psami, nikomu nie przychodzi do głowy by rozkładać kocyki, serwetki, sztućce i talerzyki. Nasze treningowe przekąski muszą być dostosowane właśnie do takich warunków. Kremowość dotychczasowego brownie to zaleta, ale i wada, gdy zjadamy kawałek ciasta przywieziony w pudełeczku na trening w lesie. Potrzebowałam dodatku mąki, która związałaby wnętrze ciasta, zapobiegając mazaniu się i brudzeniu palców.. Mąka jednak sprawia, że smaki stają się bledsze, a brownie musi, po prostu musi być meeeega czekoladowe. To ma być bomba, wulkan smaku, którego wystarczy maluteńki kawałek, by zaspokoić ochotę na czekoladę i dodać energii.
 
Dlatego do poprzednich proporcji dodałam więcej masła, więcej jajek, a niewielką ilość mąki wymieszałam z ciemnym kakao i to jest to. Po kilku eksperymentach z większą lub mniejszą ilością mąki, te proporcje są idealne, by zachować smak i by wpłynąć na konsystencję, czyniąc ją podatniejszą na jedzenie łapką :)
 
Wyborny zastrzyk energii na chłodne dni treningów … oj, ale my z Arthasem tęsknimy do naszych weekendowych wariactw. Już niedługo, już za chwileczkę :)
 
 
Brownie "odjazdowe" (Brownie II)
Nagrzać piekarnik do 180 stopni Celsjusza i wyłożyć pergaminem formę 20 cm x 20 cm (ewentualnie tortownicę o średnicy 24 cm).
250 g masła i 300 g gorzkiej czekolady roztopić z 75 g cukru brązowego, najlepiej ciemny muscovado (5 łyżek) w kąpieli wodnej. Mieszać delikatnie, aż cukier się rozpuści (ten rozpuszczony cukier stworzy potem skorupkę na wierzchu). Zdjąć z kąpieli wodnej i odstawić do przestudzenia. 6 jajek roztrzepać delikatnie (nie ubijać, bo ciasto wyrośnie i opadnie. Ma to swój urok – jak widać na zdjęciu, ale jest niepotrzebne i może przesuszyć krawędzie ciasta). Masę czekoladową dodać do jajek, potem dodać 35 g mąki* (3 i pół łyżki) wymieszaną z 15 g kakao (2 łyżki) i szczyptą soli. Na tym etapie można dodać też ekstrakty smakowe (np. 1-2 łyżki ekstraktu waniliowego lub dowolnego innego, 1-2 łyżeczki przyprawy w proszku). Wlać do formy** i piec ok 20-25 minut.
 
* w bezglutenowej wersji można mąkę pszenną zastąpić bezglutenową lub użyć trochę więcej mąki orzechowej (lub zmielonych drobno orzechów – przy orzechach powinno być ok 50 g mielonych migdałów czy innych orzechów)
** po wlaniu do formy można na wierzch powtykać też owoce, surowe lub z konfitur, można też gdzieniegdzie położyć po odrobinie dżemu (max do 250 g owoców czy dżemu).
 
A tutaj przepis na moje pierwsze brownie (klik klik), najlepsze z najlepszych, ale lepsze do podjadania łyżeczką czy widelczykiem lub gdy mamy choć serwetki pod ręką :D
 
Przepis dołączam do Czekoladowego Tygodnia u Bei:
 
Smacznego.

6 myśli nt. „„Odjazdowe” brownie.

  1. Madzia, to jest cios poniżej pasa ;) Zjadłabym teraz, a tak mi się nie chce nic robić. Siedzę w szlafroku (wcześniej jedząc moro) i marzę o brownie. Idę zjeść kawałek gorzkiej czekolady na otarcie łez ;)

  2. Oczko, brownie to tak szybkie ciacho, że marsz do pieczenia ;) Tylko potem dużo zmywania jest, ale że ty chora, to Pana R możesz zaprząc do tej roboty :) W końcu chorowanie musi mieć choćby jedną dobrą stronę. Albo za tego cytryńca się bierz. Też pycha i ja sobie na niego znów ostrzę ząbki :)

     

    Evitaa, no bo jak tu nie uwielbiać brownie :D

  3. Pingback: Czekoladowy Tydzien – podsumowanie 2014 | Bea w Kuchni

  4. coś poszło nie tak?

    lekko gorzkie…( dałam muscavado),nie ma chrupiącej góry:(, urosło i opadło,choć jaja tylko roztrzepane… takie jakieś byle jakie mocno jajeczne…abuuu…dobrze,że zrobiłam na próbę przed urodzinami,bo byłby kwas…a spodziewałam się pyszności…ciastka czekoladowe,które robię z kawałałkami czekolady to bajeczne niebo w gębie… moja córcia ugryzła tego ciasta kawałek ( a uwielbia ciasta i wszystko czekoladowe) i recenzja natychmiastowe: ble, jakie niedobre…cóż , musiałam przyznać jej rację…

    kurczaki , co mogłam schrzanić?

    i zastanawiam się czy kupować różaną wodę i kardamon do następnego brownie???!!!

    a miało być tak pięknie…:)

     

     

  5. Asiu, tego przepisu jestem pewna, gdyż piekę je dosyć regularnnie, szczególnie w zimniejszy czas. W przepisach tego typu, gdzie jest mało składników, kluczowa jest jakość składników – dobra gorzka (70-90%) czekolada (dla mnie nic poniżej wedla, lepiej lindt), prawdziwe masło i naturalne, nie chemiczne ekstrakty smakowe. To ciasto jest mało słodkie i takie być powinno. Dla dzieci zwiększyłabym ilość cukru nawet o drugie tyle i dała przynajmniej pół na pół czekoladę gorzką i mleczną, bo dzieci zwykle nie lubią wypieków bazujących na gorzkiej czekoladzie.
    Jeśli jesteś pewna, że wszystkie składniki były dobrej jakości i w ogóle lubisz ciasta typu brownie, to powinno być super. Powodzenia :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *