Niezbędnik ogrodniczki część 2 i marchewkowe ciasto.

 
Elysium przykryte śniegiem, zamknięte na cztery spusty czeka na spóźnioną wiosnę, a ja w przerwach między tresurą Arthasa, naszego nowego członka rodziny, kochanego łobuziaka, owczarka niemieckiego a różnymi innymi pracami i ćwiczeniami na kręgosłup, planuję …
 
 
… tak, planuję. Gdyż planowanie to bardzo ważna rzecz, szczególnie dla początkującej ogrodniczki :) Nasionka zakupione, znów zapewne w ilościach większych niż moje Elysium będzie w stanie pomieścić, doniczki do rozsad umyte i pierwsze rozsady można zacząć.
 
Dziś będzie właśnie o rozsadach … rozsadach jednak nie dokładnie zgodnie z podręcznikowym podejściem, ale moim, dostosowanym do warunków i wygody. Chyba każdy kto choć trochę słyszał lub czytał o uprawie jakichkolwiek roślin, zna pojęcie siania i pikowania. Zasadniczo, praca od nasionka powinna najpierw zacząć się w kuwecie wysypanej mieszaniną torfu i piasku, by dać nasionkom miejsce do pierwszego wzrostu. Kiedy roślinki wykiełkują (zwykle, gdy mają ok 3 liście) należy przesadzić je do większych doniczek. Ten proceder nazywamy właśnie pikowaniem.
 
Przyznam się Wam jednak, że ja ten etap pomijam. Brak mi szklarni na działce, brak miejsca w domu, by kiełkować wszystkie nasionka, a potem pikować. Musiałam więc naleźć inny sposób, by wschodzące siewki dostały składników odżywczych, rozwijając się od samego początku w docelowych doniczkach w ziemi do siewu.
 
 
W zeszłym roku zrobiłam eksperyment – zamiast ziemi do siewu, użyłam uniwersalnej do roślin. Niestety to się nie sprawdziło zbyt dobrze. Nasionka wykiełkowały zbyt szybko, a ponieważ taka ziemia jest bardziej zwarta, miały też zbyt mokro. Część więc przerosła zanim mogłam wsadzić je do ziemi, a część zaatakowana została przez zgniliznę siewek. Jednak niektórzy moi działkowi sąsiedzi właśnie tak robią, więc być może ja miałam tylko pecha ;)
 
Druga część nasion, posiana została do ziemi przeznaczonej do siewu nasion (doniczki wypełniałam do 2/3 wysokości), a gdy roślinki wykiełkowały i podrosły, podsypałam je cienką warstwą ziemi uniwersalnej i do czasu wysadzenia do gruntu podlewałam wodą z rozpuszczonym eko-nawozem dla warzyw (ja użyłam guano morskich ptaków). Oczywiście w jak najmniejszym stężeniu – ja podzieliłam na oko stężenie jakie używane jest do gruntu przez 10 i taką wodą co kilka dni lekko podlewałam, a raczej zraszałam ziemię wokół siewek.
 
W ten sposób wyszły mi nawet pomidory :) Choć jeśli czytaliście zeszłoroczne wpisy, pamiętacie być może, że moje wychuchane pomidorki padły, gdy pod koniec czerwca przyszły 3 dni z temperaturami poniżej 6 stopni. Cóż, takie koleje losu ogrodnika.
 
Kluczowe jest tutaj dobranie stężenia. Jeśli roślinkom damy zbyt dużo nawozu, "spalą" się. Jeśli zbyt mało, będą słabe. Moje eksperymenty dawały różne rezultaty. Niektórym warzywom wystarczało to stężenie, niektóre były troszkę słabsze niż się spodziewałam, ale nadrobiły to po wsadzeniu do gruntu i zasileniu ich po wysadzeniu. Najlepszą radą jaką samej sobie i Wam mogę dać, jest po prostu obserwować. Jeśli wiemy, że mamy poczekać od wysiania do wsadzenia do gruntu określony czas, a roślinka wydaje się słaba lub blada po połowie tego czasu, dodajmy troszkę więcej nawozu.
 
Z nawozem jest jak z solą – lepiej dać mniej i potem dodawać, niż przesadzić na początku ;)
 
Pisałam o doniczkach, ale nie tylko doniczki można wykorzystać do rozsad. Doskonale sprawdzają się również rolki po papierze toaletowym. Szczególnie do marchewek i innych korzeniowych, takich jak pietruszki czy podłużne buraki ;) Dzięki temu nasze warzywa będą miały prosty kawałek ziemi, bez żadnych przeszkód dla rozwoju kształtnego korzenia. Dodatkową zaletą jest również to, że nie następuje moment szoku dla młodej roślinki, gdy jest sadzona, gdyż wsadzamy ją razem z jej "doniczką". Taka rolka papieru z czasem rozłoży się sama, dodatkowo rozluźniając nam glebę w tym miejscu.
 
Jeśli jednak używamy doniczek (lub kuwet czy innych pojemniczków) zanim przystąpimy do siewu, doniczki należy dokładnie umyć w letniej wodzie z ogrodniczym mydłem potasowym z dodatkiem czosnku (ewentualnie szare mydło z dodatkiem rozpuszczonej kostki czosnkowej). Takim mydłem należy też umyć na początek i koniec sezonu wszystkie narzędzia. Dzięki temu odkażamy je z chorób grzybowych, jakie mogły na nich być po poprzednim sezonie.
 
 
 
Gdy już wykiełkują i wyrosną nam piękne marchewki wspaniale jest je chrupać, siedząc w cieniu drzewa i rozkoszując się letnimi popołudniami. Dodawać do sałatek czy letniego risotta, albo nawet robić z nich cukierki, gotując w miodzie lub syropie. Dlatego teraz, z tęsknoty za wiosną i ciepłem, pragnąc przywołać słońce, marchewkowym ciastem się z Wami podzielę. Uwielbiam wszystkie warzywne wypieki. Są wilgotne, kremowe prawie i dają złudzenie, że to wcale nie słodyczami się objadam ;D
 
Nawet kiedy pachnące korzennie i wanilią ciasto przełożymy rozkosznie wręcz rozpieszczającą podniebienie masą z serka, która sprawi, że to bogate w bakalie ciasto, stanie się niewypowiedzianie kuszącym smakołykiem, chwilą zapomnienia, że za oknem zima zamiast wiosny się panoszy :)
 
Wiosny i smakowitości Wam życzę :)
 
 
Torcik marchewkowy
 
Składniki:
250g mąki
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
200g cukru (ja dałam dużo mniej, ok. 120g)
400g startej marchewki (na drobnych oczkach)
chlust waniliowego ekstraktu (lub innego naturalnego aromatu, likieru)
1 płaska łyżeczka soli
3 łyżeczki cynamonu (ale doskonale sprawdza się też kardamon, przyprawa 5 smaków lub mielone goździki, jednak goździków należy dać mniej niż 3 łyżeczki, bo to mocniejsza przyprawa)
200 ml oleju
4 jaja
150-200 g bakalii do smaku
 
Masa serowa:
500g twarożku śmietankowego (doskonała jest też odsączona przez noc na sitku wyłożonym gazą ricotta lub mascarpone)
100g cukru pudru (ja dałam dużo mniej – najlepiej dodajcie do smaku – można też zamienić na miód)
200g masła (ja dałam ok 150g, gdyż miałam bardzo zwarty serek – ilość zależy od tego, czy masa daje się nam dobrze rozsmarowywać)
chlust waniliowego ekstraktu
skórka z 1-2 pomarańczy
 
 
Przygotowanie: Wymieszać w misce mąkę, proszek do pieczenia, sodę, cukier, ekstrakt waniliowy i cynamon. Dodać olej, ucierać mikserem dodając kolejno po jednym jajku. Dodać starte na drobnej tarce marchewki i wybrane bakalie (ja dałam rodzynki). Dokładnie wymieszać. Przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia o śr. ok. 24cm. Piec ok. 60min. w temp. 170 stopni Celsjusza po upieczeniu wyjąć i pozostawić do ostygnięcia.
Zrobić masę: Masło musi być miękkie i ciepłe. Można też je stopić i odstawić do ostudzenia. Jeśli ser nie jest gładki, nalezy go zmielić. Jeśli jest gładki, wymieszać trzepaczką z cukrem/miodem, skórką i ekstraktem waniliowym, a na koniec dodawać masło, by mieć konsystencję  smarowidła,
Wystudzone (!) ciasto przekroić na pół. Gotową masę rozsmarować we wnętrzu torciku oraz na jego wierzchu i bokach. Dekorować wedle uznania :)
Wstawić na co najmniej godzinę do lodówki.
 
Można też upiec muffinki (czas pieczenia ok. 25 min, do suchego patyczka) i udekorować je masą z serka.
 
Źródło inspiracji: Sweet art a zmiany na bazie tego dyniowego przepisu.
 
Smacznego.

7 myśli nt. „Niezbędnik ogrodniczki część 2 i marchewkowe ciasto.

  1. Magda, jak miło Cię tu widzieć! :) Mam nadzieję, że będziesz pisać częściej :).
    Ciasto wygląda obłędnie, lubię marchewkowe za ich wilgotność, zapach, miękkość. Podoba mi się też warstwa serkowa. :) 
    Na tematy ogrodowe się nie wypowiadam, bo się zwyczajnie nie znam hehe;D
    Pozdrawiam. :)
    Majana

  2. Majanko, piszę i mam nadzieję, pojawiać się tutaj częściej. Ale czasem fajnie jest tak zniknąć i wrócić :) Cieszę się bardzo z tych powrotów i z tego, że tu jesteś. Herbatki to tego ciacha, a może mała czarna :*

    Melo, rozsada nie jest ani trudna ani skomplikowana. Doniczka, ziemia, nasionko, podlewanie i czas ;) Spróbuj. Powodzenia :)

  3. Madziu mozesz ujawnic jakie roslinki dalas juz do rozsady. Od piatku jestem posiadaczka  dzialki az sie boje jak to bedzie

  4. Ciekawy i pouczajacy post dla poczatkujacej ogrodniczki, jaka jestem. Dzieki za podzielenie sie doswiadczeniem. Pozdrawiam

  5. Zosiu, ja na razie wysiałam tylko dynie i cukinie (można też patisony, ale je sieję już do gruntu pod koniec maja/początek czerwca. Dziś lub jutro będę siać pomidory. Miałam w planach też kalafiory, brokuły i seler naciowy, ale z powodu małego psiaka na razie dałam sobie spokój ze zbyt dużą ilością rozsad w domu. Więcej będę siać do gruntu jak wiosna przyjdzie :) Powodzenia,

    AniuPP, cieszę się, że się przydaje :)

    Oczko, no popatrz! :) A u nas to był dzień zup ;D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *