Zapraszam na śniadanie …

… długie śniadanie, bo kończące się kolacją :-) 


To był dzień, który zapamiętam na długo, gdyż był zwieńczeniem wspaniałego weekendu. Czasu, który zaczął się od kawy w kawiarni i pięknego podarku od Karoliny … dzbanuszka wypełnionego po brzegi lśniącymi orzechami w łupinach. Makadamia, pekany i migdały cieszyły nasze oczy, a my wraz z Polą siedzieliśmy wokół stołu i w towarzystwie lasagne i domowego malibu rozmawiałyśmy o dawnych rzemiosłach, o gotowaniu, ulubionych potrawach i czas przeleciał nam nim się zorientowałyśmy.


Potem znów wyprawa na Dworzec i zastanawianie się, czy na pewno poznamy w tym tłumie Monikę. „Telefon nie działa, jak my się tu znajdziemy?” zastanawialiśmy się z Polą i moim Mężem. Wystarczyło jednak tylko jedno spojrzenie, bym nie miała żadnych, nawet najmniejszych wątpliwości. Malutka Kobietka z koszykiem pełnym smakołyków, a na wierzchu pyszniły się przewiązane czerwoną kokardką precle. Brakowało tylko czerwonego kapturka, bym poczuła się zupełnie jak w bajce. Dopełnieniem tej cudownej atmosfery było zajadanie jej drożdżówek wypełnionych wybornym dżemem z suszonych gruszek. Jeszcze teraz ślinka mi cieknie na myśl o nich.


Co działo się później, już wiecie. Pierogowe szaleństwo ogarnęło nas wszystkich, a moja Kuchnia Szczęścia wypełniła się pięknymi falbaniastymi smakołykami. Noc jaka nastąpiła po tych zabawach, nie mniej była szalona, więc niedzielne śniadanie musiało być sycące. I tutaj do boju przystąpiła Poleczka, której sos z awokado uwiódł nasze podniebienia. Pięknie zielony, maślany od awokado, o delikatnym smaku tuńczyka i wyrazistych ziół, to było to czego potrzebowaliśmy. W towarzystwie mojego schabu i Szkutniowego chleba … ach, to była ambrozja, a do tego źródło naszych sił na cały, po brzegi wypełniony dzień.


A cóż takiego porabialiśmy? Oczywiście z aparatami w łapkach łapałyśmy kadry. Na pierwszy ogień poszły śniadaniowe resztki. Czy ktoś mi powie, czemu one są takie fotogeniczne? Gdy patrzę na te okruszki ze skórki ze schabu, już lecę do lodówki by wyjąć kolejny kawałek mięsa na tę rewelacyjną wędlinę. I znów bym chciała usiąść wokół stołu, rozmawiać, wspólnie gotować i kadry łapać.


Nie mogło się również obyć bez zdjęć robionych sobie nawzajem, zdjęć znad ramienia, zdjęć naprzeciwko siebie i oczywiście nieskończonej wręcz ilości ujęć kici, która patrzyła się na nas z pobłażliwą wyrozumiałością, czekając tylko na chwilę spokoju, gdy nasze rozbawione towarzystwo wybierze się na zakupy. Tym razem obiad zjedliśmy na mieście, by mieć czas na to co takie kulinarnie zwariowane Babeczki lubią najbardziej, czyli nic innego jak zakupy w sklepach z kulinarnymi utensyliami i … z butami :-)

Rozbawieni i odrobinę zmęczeni pojawiliśmy się w domu dopiero wczesnym wieczorem. Czas więc przyszedł na kolację, tym bardziej wyczekiwaną, iż Monia obiecała nam w ten ostatni wspólny wieczór przygotować smakowitą przekąskę.


I znów w moim Szczęściu miseczki i wałki poszły w ruch. Moni ręce, mój aparat w łapkach, trochę mąki, trochę wody, kilka jabłek, kapka dżemu i patelnia z oliwą wystarczyły bz na koniec dnia cieszyć się obłędnymi samosami, jakie znalazłyśmy u Basieńki. Nie obyło się oczywiście bez kardamonu. Bo czy ktoś wyobraża sobie, że ja nie wyjmę z szuflady słoiczka z tą aromatyczną przyprawą? Monia przyklasnęła mojemu pomysłowi i jabłka oraz jogurt podany jako dodatek połączyły się z jasnobeżowym proszkiem ku naszej uciesze.

Wydawałoby się, że to już koniec, prawda? Przecież niemożliwe, aby po tak pełnym wrażeń weekendzie mieć siły jeszcze na cokolwiek, gdy na zegarze wybija dziewiąta. Nic bardziej mylnego. Niepowodzenia poprzedniego wieczora z solonym kremem karmelowym mocno nas nurtowały. Nie mogłyśmy mu przepuścić …


… i nie przepuściłyśmy. Modlitwy Poli nad patelnią, jej rozmowy z bulgoczącą masą najwyraźniej pomogły, gdyż choć zamiast ciemnego kremu, uzyskałyśmy jasny sos, nasza karmelowa masa nie rozdzielała się już z masłem, a my jak zahipnotyzowane wracałyśmy do kuchni i po łyżeczce wyjadałyśmy ten kokieteryjny deser, nie zapominając o wylizaniu patelni i łyżki, dmuchając i chuchając, by jak najszybciej ostygła i nie poparzyła języków i palców takim łasuchom jak my.

Tak obłędne połączenie smaków jak karmel i sól, na zawsze uwodzi kubki smakowe, więc uprzedzam wszystkich, którzy jeszcze go nie jedli – to uzależnia, do końca życia nie zapomnicie tego smaku i powracać do niego będziecie w nieskończoność …

… nawet kardamonu już tam nie potrzeba :-D

I tak zakończyło się nasze kulinarne balowanie. Poznanie, gotowanie, rozmowy i delektowanie się dziełami naszych rąk sprawiło, że w czasie pożegnania nie o rozstaniu mówiłyśmy, a o kolejnych okazjach do spotkania, by ten cudowny czas wpisał się na stałe w nasze kulinarne kalendarze. Zgadnijcie o nastawieniu jakich nektarów już rozmawiamy? No ba! Wiadomo, że nalewki i likiery. Coś czuję, że następne spotkanie będzie pełnym od śmiechu nalewkowym warsztatem :-)

Wspaniale bawiłam się z Wami
Warszawskie i Krakowskie Babeczki,
Rodzynku i mój Ukochany Mężu,
a teraz czekam już na kolejne
tak radosne wydarzenia!
Buziaki :-)*

Pasta z awokado i tuńczyka

Składniki:
1 puszka tuńczyka w oliwie
1/2 opakowania gęstego greckiego jogurtu (użyłam jogurtu firmy Total)
1 duże bardzo dojrzałe awokado
1 duży pęczek bazylii (listki + łodyżki)
1 duży pęczek zielonej pietruszki (listki + łodyżki)
1 duży pęczek koperku (listki + łodyżki)
1/2 łyżki solonych kaparów lub ćwierć łyżeczki soli morskiej (lub odrobinę więcej zwykłej soli)
sok z połowy dużej cytryny
3 duże ząbki czosnku
świeżo mielony pieprz

Przygotowanie: W blenderze (żyrafie) miksujemy na gładką masę tuńczyka wraz z oliwą i pozostałymi składnikami. Doprawiamy do smaku – sos musi być lekko kwaśny i odpowiednio słony. Anoushka pisała, że sos świetnie się również sprawdza jako dip, w którym możemy maczać surowe kawałki warzyw, a jeśli zmniejszymy ilość jogurtu powstanie smaczne smarowidło do kanapek. Pola najbardziej lubi ten sos w towarzystwie jajek ugotowanych na półtwardo (gotuję jajka 5 minut od włożenia do gotującej się wody), a mi wspaniale smakowało na kanapkach z plasterkami schabu pieczonego w marynacie.

Źródło: Stolik u Poleczki

Schab pieczony w marynacie
Przepis tutaj.

Krem karmelowy z solą

Składniki:
1 szklanka (240 g) śmietanki kremówki
7 łyżek (110 g) masła (w tym 1 łyżka masła solonego)
1/2 łyżeczki kwiatu soli morskiej (fleur de sel) lub 1/4 łyżeczki drobnej soli morskiej
3/4 szklanki (165 g) drobnego cukru
1/8 szklanki (40 g) syropu cukrowego (corn syrup) lub golden syrup*
1/8 (30 ml) szklanki wody

Przygotowanie: W rondelku zagotować śmietankę, sól i masło. Odstawić. Do płaskiego naczynia (użyłam dużej patelni) wsypać cukier, dodać wodę i syrop cukrowy. Podgrzewać do roztopienia się cukru i uzyskania bursztynowego karmelu (121 stopni Celsjusza – ale moim zdaniem to musi być wyższa temperatura – chodzi przede wszystkim by wyszedł nam ciemny karmel). Rozpuszczającego się cukru nie należy mieszać, można ewentualnie poruszać patelnią. Do masy karmelowej dodać zagotowaną śmietankę z dodatkami. Ponownie gotować na średnim ogniu, bez mieszania, do uzyskania zgęstnienia masy (około 5 -7 minut). Zamieszać. Przelać do słoika i pozostawić do wystudzenia.

Moja uwaga: u nas wyszedł raczej sos, a nie krem przy tej metodzie pomimo trzech prób. Nie zamierzam jednak poprzestać na próbach, a póki co polecam też ten krem karmelowy, który robiłam kiedyś z Fellunią, a jest z przepisu Pierra Herme.

*syrop można kupić między innymi w sklepach Kuchnie Świata, Marks & Spencer.

Źródło: Pistacjowe smakołyki u Lo

Samosy na słodko

Składniki na ciasto:
1 szklanka maki
3 łyżki oleju
1/2 szklanki + 1 łyżka cieplej wody
szczypta soli

Nadzienie:
4 jabłka, kwaśne lepsze
skorka otarta z cytryny
sok z połowy cytryny
2 łyżki cukru (my dałyśmy mniej, ok. 1 łyżkę)
4 łyżeczki konfitury z płatków róży (my dałyśmy dżem z czarnej porzeczki)

Przygotowanie: Jabłka obieram, gniazda nasienne odrzucam, dzielę na ćwiartki. Każdą ćwiartkę kroje wzdłuż na pół i średnio-drobno siekam. Pokrojone jabłka wrzucam do garnka, dodaje skórkę z cytryny, sok z cytryny, cukier – dusze kilka minut (na półmiękko).
Mąkę mieszam z solą, dodaję olej i ciepłą wodę, po czym ciasto dobrze wyrabiam. Dziele na 4 części, każdą z nich wałkuje tak, by powstał okrągły placek grubości ciasta na strudel. Każdy krążek przekrawam na pół i składam w sprytna kieszonkę (jak wyżej na zdjęciach). Kieszonkę napełniam jabłecznym nadzieniem, miedzy jabłka pakuje pół łyżeczki dżemu, zlepiam, zaciskam rąbek w falbankę i smażę na złoto w gorącym, głębokim tłuszczu (my nie smażyłyśmy w głębokim tłuszczu, tylko na patelni było ok. 1/2 cm wysokości). Na koniec odsączam z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku. Zjedliśmy je z gęstym jogurtem doprawionym kardamonem.

Źródło: Kardamonowa Basieńka

Smacznego.

25 myśli nt. „Zapraszam na śniadanie …

  1. Krem karmelowy z solą. Coś dla mnie.
    Pasta z awokado i tuńczyka brzmi bardzo ciekawie w asyscie kaparów.
    pozdrawiam

  2. To Wasze spotkanie musiało być niewypowiedzianie przyjemne i uśmiechnięte. :) A krem z awokado… obecnie na lodówce dojrzewają trzy. Może więc jutro?…

    Buziak wielki!

  3. Wszystko zapowiada się bardzo smacznie:) Tyle pomysłów w jednej kuchni, to musi być po prostu pyszne:)

    Pozdrowienia:)

  4. Pozazdrościć!
    jeszcze chwila, Tili, i będziesz miała mnóstwo nowych lokatorów, jak dalej będziesz tak chwaliła wszystkie te pyszności!

  5. Ale dobrze trafiłam, wprost na mój kubeczek :) Daj znać koniecznie, jeśli uda Ci się rozłupać makadamię! Pięknie wszystko opisałaś i tylko żałuję, że nie mogłam już spróbować niektórych smakołyków (ale bardzo się cieszę, że innych jednak mogłam). Też mam ochotę powtórzyć ten krem karmelowy, żeby się jednak udał. Pozdrowienia!

  6. Ile cudów i smakołyków mnie ominęło. O ja nieszczęsna. Karmelowe spotkanie u mnie. Mam nadzięję, że wkrótce. Buziaki.

  7. po Twoich opisach sobie wyobrazam taki zlot dobrych wrozek krzatajacych sie po kuchni i warzacych tajemne eliksiry Milosci,Radosci i Przyjazni……Cudowne spotkania….wspaniale smakolyki….
    Usciski sle :)

  8. Nie, ja to chyba przeprowadzę się w końcu to tej stolicy! ;D Takie uczty mnie omijają ;) A czy przewidywana jest jakaś weekendowa za tydzień? ;)

  9. Jak ja Wam tych wspólnych chwil zazdroszczę… tego pierogów lepienia i niedzielnego śniadania…
    Cieszę się, że nam je tak pięknie opisałaś Tili :) choć trochę poczułam się, jakbym tam z Wami była!

  10. Tilia, ale masz dużo pięknych wspomnień. I do tego smakowitych :)
    Muszę pastę z awokado i tuńczyka wypróbować, bo mnie nurtuje.

  11. Kotka nie Kot :) Uwaga bo to prawdziwa kobietka z fochami :)
    Oj tęskni mi się już bardzo!
    No i śniadania w towarzystwie fajnych Babeczek smakuje duuuuużo lepiej! :)

  12. "I znów bym chciała usiąść wokół stołu, rozmawiać, wspólnie gotować i kadry łapać." – podpisuję się obiema rękami Tili :)))

    Strasznie się cieszę że mogłam z Wami pałaszować to śniadanie i smażyć samosy, cudnie wszystko opisałaś Madzia! I jeszcze ten kubeczek z orzechami który podziwiałam już u Was – bajka!

    Buziaków sto śle kapturek – czarny w białe groszki :):*

  13. Piękny weekend! Bo jak gotować, to najlepiej w szerszym gronie, a jak lepić pierogi – to tylko w takowym:)

  14. Kabamaigo, nie tylko wtedy, ale i wciąż :)

    Aniu, kicia kłania się w pas :)

    Bareyo, no ja wiedziałam, że wielbicieli słonego karmelu to będzie sporo :) A z kaparami to bardzo dobra sugestia – uskutecznię ją następnym razem :)

    Oliwko, i jak? Zrobiłaś, smakował? Co ja się pytam, wiem, że smakował :)

    Majanko, bo przecież to nie prawda, że gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść :)

    Alciu, co tu się dziwić, skoro takie cudowne grono się zebrało :)

    Korniku, a zapraszam, zapraszam, ja tam lubię gościć smakoszy :)

    Biedrona, dzięki :)

    Karolinko, na razie jeszcze nie, ale plan jest taki, by kilka z nich pojawiło się na pascha i mazurkach, więc młotek pójdzie w ruch :)

    Agatko, no koniecznie musisz być następnym razem :)

    Lo, ja już się nie mogę doczekać tego karmelowania pod Twoim okiem :)

    Gosiu, he he he, nie wiem czy wróżek, czy czarodziej czy wiedźm, ale na pewno magicznie było :)

    Komarko, to kiedy pomóc Ci w przeprowadzce :)

    Amber, bo to wspaniałe życie tak przy stole :)

    Abbro, pięknie powiedziane – dziękuję :)

    Szano, dzięki :)

    Amarantko, bez obaw, następnym razem na pewno się uda spotkać :)

    Olu, bo wspomnienia trzeba tworzyć i gromadzić jak najprawdziwsze skarby :)

    Kuchareczko, bo jak są dobroci to i kicia jest obowiązkową towarzyszką :)

    Polus, no to prawda, kicia fochów to ma jak prawdziwa dama, ale i tak jest słodka :) I ja już tęsknię :*

    Moniś, ja Ci tego czerwonego kapturka muszę skombinować, bo jak przypomnę sobie Twój koszyczek pełen dobroci, to mi się od razu pyszczek uśmiecha :)

    Oczko, nie tylko do następnego, ale i do następnych :) To kiedy na pesto z rzodkiewek się umawiamy? :)

    Evito, dzięki :)

    Delikatessen, dokładnie tak :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *