Niezbędnik ogrodniczki – część pierwsza :)

… czyli jak dokładnie przygotowałam ciężką glebę w swoim Elysium … prace jesienne, by na wiosnę ruszyć z uprawą.
 
 
Od kiedy pierwszy raz wbiłam widły w ziemię, od czasu gdy pierwszy raz spojrzałam na swój mały kawałek ogrodu, a w mojej głowie zaczęły powstawać jego plany, grządki, nasadzenia, nadzieje na plony, wpadłam jak śliwka w kompot. Kocham pracować w ogrodzie, pielić, sadzić, siać, przycinać … wszystko. Nie odstraszają mnie obolałe plecy i stawy, wiosenne zakwasy czy pocięte od kolcy czy nieostrożności w używaniu narzędzi dłonie. Z ogrodnictwem jest jak z gotowaniem – daje szczęście, wyzwala moc endorfin, oczyszcza i rozwija.
Ostatnio Oczko poprosiła mnie o niezbędnik ogrodniczki, dlatego też zaczynam cykl wpisów o ogrodnictwie, gdzie podzielę się z Wami moją wiedzą i mam nadzieję, dowiem się również od Was czegoś nowego, może też usłyszę jakie błędy robię, by ustrzec się ich w przyszłości.
 
 
Kiedy weszłam pierwszy raz na działkę, była ona niczym zaczarowany ogród – pełna róż, powojów, kwiatów wychodzących wszędzie tam gdzie chciały, drzew o koronach rozrośniętych i zagęszczonych. Miała swój urok, ale i minusy. Ciężko było pomyśleć o uprawie warzyw i owoców w tym kwiatowym gąszczu. Pierwszą i najważniejszą więc pracą, było przygotowanie ziemi pod uprawy. Wykopanie wszystkich pięknych darmozjadów, jak nazywam niejadalne kwiaty, przesadzenie tych które chciałam zostawić, dokładne wykopanie wszelkich chwastów. Walka z chwastami jest codziennością ogrodnika, ale gdy przygotowujemy grządki pod uprawy niezwykle istotne jest, by wykorzenić wszelkie wieloletnie chwasty, jak odmiany perzu, powoju, mleczy i innych.
 
SONY DSC
 
Ziemię dobrze jest w czasie oczyszczania z korzeni chwastów przekopać na głębokość łopaty, a potem wzbogacić odkwaszonym torfem i piaskiem. Oczywiście wtedy, gdy mamy do czynienia z ciężką, gliniastą glebą, która wprawdzie ma możliwość kumulowania dużej ilości składników pokarmowych dla upraw, ale też ciężko jest korzeniom rozrastać się prawidłowo, stając się silnym fundamentem dla rośliny. Dlatego moim zdaniem są dwie metody przygotowania ziemi:
 
 
Pierwsza – szybsza, choć droższa – polega na tym o czym napisałam już powyżej – wymieszaniu oczyszczonej z chwastów i większych kamieni ciężkiej, gliniastej ziemi (piszę o takiej, bo i taką właśnie mam na swojej działeczce, o luźnej, piaszczystej napiszę innym razem) z torfem odkwaszonym (kwaśnej gleby większość warzyw nie lubi, ale więcej o kwasowości gleby też będzie innym razem) i piaskiem. Ja robiłam to mniej więcej w proporcjach następujących: niecałe 2/3 gleby jaka była, prawie 1/3 torfu i reszta piasku. Ale jeśli chcemy skoncentrować się na warzywach korzeniowych, lepiej jest jeszcze bardziej rozluźnić glebę, przez dosypanie większej ilości piasku, by nie powychodziły nam komicznie powykręcane marchewki :)
Mała uwaga – zamiast odkwaszonego torfu nawet lepiej użyć kompostu, ale kto go ma, kiedy zaczyna swoją przygodę z ogrodnictwem? O zakładaniu kompostownika możecie poczytać tutaj.
 
Tutaj na zdjęciu zielony nawóz niedługo po wykiełkowaniu i gdy trochę podrósł.
Wiele roślin na zielony nawóz dorasta jednak do znacznej wysokości, nawet do 1,5 m,

przynajmniej tak mi łubin żółty wyrósł.
 
Druga metoda – dłuższa i tańsza – polega na uprawianiu przez przynajmniej rok zielonego nawozu na grządce i przekopywaniu ziemi na zimę na tzw. ostrą skibę. Polega to na tym, że po ścięciu zielonej części roślin (czyli zielonego nawozu, którym może być np. gorczyca, facelia, peluszka, łubin, by wymienić tylko kilka) i pozostawieniu w glebie ich korzeni i ok. 10 cm naziemnej części, przekopujemy jesienią ziemię tak, aby zawartość łopaty przerzucić o niecałe 180 stopni, pozostawiając ją w tej postaci na zimę. Dzięki temu korzenie zielonego nawozu, z których część ma w sobie dużo azotu, rozłożą się, zarówno uwalniając składniki pokarmowe do gleby, jak również rozluźniając ją, tworząc inną strukturę. Poza tym śnieg i mróz podczas zimy poprzez zamarzanie i odmarzanie ziemi, również zmienią jej strukturę.
 
Na drugim zdjęciu są grządki przekopane jesienią w ostrą skibę i po zimie już trochę ubite.
Niestety nie mam zdjęcia tuż po przekopaniu.
 
Takie przekopywanie w ostrą skibę nie jest moim zdaniem metodą dobrą, by powtarzać ją co roku, choć spotkałam się z najróżniejszymi opiniami na ten temat. Prawdą jest jednak to, że poprzez takie odwrócenie warstw ziemi, składniki pokarmowe, których więcej jest w głębszych partiach ziemi, mogą ulec wypłukaniu. Jednak kiedy na nieuprawianym dotychczas terenie, chcemy przygotować grządki, ta metoda, niezależnie czy użyjemy też torfu i piasku, doskonale rozluźnia ziemię … Sprawdziłam :)
 
W naszym Elysium użyłam mieszanki tych dwóch metod. Na części grządek posiałam zielony nawóz, a na jesieni mój Ukochany przekopał je w ostrą skibę, by na wiosnę rozluźnić je jeszcze dodatkowo kompostem, który powstał po poprzednim sezonie, na drugiej części grządek wymieszałam glebę z torfem i piaskiem, dodatkowo siejąc zielony nawóz, który został przekopany na jesieni, jednak nie w ostrą skibę, a od razu wyrównany by wsadzić krzewy owocowe.
 
Ja jednak miałam ponad 300 m2 do przygotowania, a jeśli Wy chcecie przygotować tylko 3-4 niewielkie grządki w ogródku, lepiej na początek wybrać łatwiejszą metodę, zdarcia darni, ręcznego oczyszczenia gleby z chwastów, przekopania ziemi z torfem i piaskiem na jesieni i zostawienia jej w tzw. ostrej skibie na zimę. Torf można kupić w podłużnych workach i chyba najłatwiejszą metodą ocenienia jak wiele go potrzebujemy, jest kupno tyle worków, by zakryły grządkę kładzione jedne obok drugiego płaską stroną, a piasku po jednym 25kg worku na 2-3 worki torfu, zależnie od tego jak ciężka jest gleba. Potem należy przewidłować wszystkie rodzaje ziemi wraz z nawozami (o których już zaraz), by dokładnie je wymieszać, wyrównać, ewentualnie podlać Humus Activ Papką i opryskać Rosahumusem, a następnie przekopać łopatą w ostrą skibę i zostawić na zimę. Wiosną wystarczy chwila z widłami, wyrównanie grabiami i już możemy siać lub sadzić rozsady.
 
Obornik po prostu sypałam na grządki, humus activ papkę rozpuszczałam w konewce, a rosahummus po rozpuszczeniu wlewałam do opryskiwacza. Zielony nawóz to po prostu zielone rośliny, których zadaniem jest z jednej strony rozluźnienie gleby, z drugiej nawiezienie jej w azot, ponieważ wiele roślin z zielonego nawozu ma korzenie, które gromadzą go w czasie ich rozwoju.
 
Co do nawozów, to błagam, błagam, skoro już chcecie uprawiać własne warzywa i owoce, to nie używajcie chemii. Suszony obornik z gospodarstw ekologicznych nie jest drogim wydatkiem, a jest wydajny i nie trzeba na jego przechowanie dużo miejsca. Póki jest suchy, nie śmierdzi, choć nie powiedziałabym, żeby pachniał różami, więc w salonie raczej go nie trzymajcie ;) Dawki zwykle są napisane na torbie i dobrze jest się do nich stosować. Po pewnym czasie pewnie będziemy widzieć, czy potrzeba więcej czy mniej, ale to przychodzi z czasem i doświadczeniem. Na razie więc ja stosowałam się do zaleceń na torbie i do uwag mojej doświadczonej działkowej sąsiadki, Pani Ani, pamiętając między innymi o tym, że na grządce na której w przyszłym roku chciałam mieć dynie i cukinie podsypałam go więcej niż na innych.
 
By wzbogacić zubożoną glebę w Elysium stosowałam też Hummus Active Papkę, czyli trwałą aktywną próchnicę w postaci papki z bogatą populacją pozytywnych mikroorganizmów oraz rosahummus, który jest w postaci proszku, przeznaczonego do rozpuszczenia i opryskania gleby, zmieniając jej strukturę dzięki kwasom hummusowym, poprawia przyswajalność składników pokarmowych i reguluje stosunki wodno-powietrzne w glebie.
 
Rosahumus stosuję na wiosnę i jesień, obornik na jesień i do niektórych roślin też na wiosnę, a Acrive Papkę stosuję częściej, co 2-3 miesiące. O nawożeniu w ciągu sezonu napiszę jeszcze, teraz chciałam tylko napisać o tym jak szykowałam swoje grządki, by na wiosnę siać i sadzić :)
 
 
Tutaj jest doskonały Poradnik Ogrodniczy, z którego wiele się nauczyłam – zajrzyjcie do zakładki – zakładanie ogrodu oraz gleba i nawożenie.
Tutaj jest doskonała kompilacja wiedzy o eko ogrodnictwie.
 
Powodzenia wszystkim Ogrodniczkom i Ogrodnikom, niech Wam wszystko pięknie rośnie i uszczęśliwia Was i tych, z którymi będziecie się dzielić swoimi plonami.
Podzielcie się też swoimi radami i wiedzą ze mną. Uwielbiam się uczyć :)
 
A już za chwilę o moich dyniach i co smakowitego z nich powstało …
 

6 myśli nt. „Niezbędnik ogrodniczki – część pierwsza :)

  1. Tili ja mam nawozu ekologicznego pod dostatkiem:) nawet śmiem twierdzić że własna żywą produkcję w postaci moich 2 koni:) jak chcesz wyślę kurierem za darmo – ale w salonie radze nie trzymać:)
    A tak na poważnie to wiesz że również uwielbiam prace ogrodnicze one najbardziej cieszą jak po czasie widać ich rezultat, jak wszystko się rozwija.
    Proponuje Ci też wkopać jakieś cebule wiosenne wtedy wiosną Twój ogród przywita Cię odpowiednio:) chyba że już masz?
    Pozdrawiam gorąco, ściskam, całuję i tęsknie:)

  2. Kinia, wiem i uwielbiam podpatrywać Twoje zdjęcia z ogrodu :) A co do nawozu to żałuję, że Ty tak daleko od mojego Elysium. No, ale prawda jest też taka, że nawóz to się najpierw rok musi przekompostować :) Cebule wsadziłam – czosnku, całej masy czosnku, by odkazić działkę. Mam strasznie dużo chorób grzybowych. I do tego szachownica cesarska by odstraszyć nornice i krety ;D

    Oczko, ja tam jestem pewna, że będziesz miała smakowite plony :) Poza tym bez obaw, wpadnę i pomogę Ci jak będzie potrzeba :)

  3. Zawsze marzył mi się taki mały przydomowy ogródek, ale mieszkając w bloku mogę sadzić na balkonie albo pozostać w marzeniach :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *