Szczęśliwe Łabędzie.


Uwielbiam tańczyć, kręcić się i wirować, czuć jak wszystkie mięśnie zgodnie ze sobą współpracują, jak oddech przyspiesza, by dogonić serce uradowane ruchem. Lubię też oglądać tańczących, a szczególnie balet, podziwiać jego lekkość i siłę wyrazu. Wtedy też moje serce bije mocniej, na policzkach pojawiają się rumieńce. Niestety od czasu, gdy chore kolano na zawsze odebrało mi możliwość tańca, muszę szukać zastępstw.


I tak znalazłam już ich wiele, a pośród nich najbardziej za serce chwytają zawijańce. Te na talerzu, oczywiście. Mięso zawinięte i faszerowane, po pokrojeniu pięknie prezentujące się na talerzu, w swoim wnętrzu ukrywające wyborny farsz. Można się zakochać, prawda?

W ostatnich dniach dałam się porwać temu uwielbieniu. Po ostatnich drobiowych roladkach chodziły za mną kolejne. Zachciało mi się czegoś kolorowego, z nutą słodyczy przełamaną wędzonym smakiem boczku. Do tego silna obecność tymianek, którego lekką ziemistość wprost uwielbiam w połączeniu z wieprzowiną.


Wybór padł na wieprzowe polędwiczki, które aż uśmiechały się do mnie w sklepie. A ponieważ zgrabna dynia czekała na blacie by z niej gnocchi dyniowe zrobić i bez niej sos nie mógł się obejść. Potem była już czysta improwizacja. Dżem morelowy zmiksowany z suszonymi morelami, doprawiony tymiankiem i kapką wermutu, zakwaszony cytryną, jedwabiste podłoże dla roladek stanowił.

Słodycz i wytrawność przeplatały się ze sobą, jak w tańcu, tworząc smaczny spektakl, którego uzupełnieniem była sałatka z rukwi wodnej. Gdy talerze pojawiły się na stole, skojarzenia same przyszły … to było prawie jak Jezioro Łabędzie. Tylko, że tym razem żaden Zły Duch nie miał do nas dostępu, a koniec tej baśni zakończył się nader szczęśliwie.

Zawijane polędwiczki z morelą

Składniki:
2 polędwiczki wieprzowe (średnie)
6 plasterków boczku wędzonego
3 łyżki dżemu morelowego (najlepiej mało słodkiego, ale można go zakwasić sokiem z cytryny)
10 suszonych moreli
kilka gałązek tymianku
chlust wermutu (do smaku)
sok z cytryny
1 białko, lekko roztrzepane

Przygotowanie: W małym rondelku wymieszałam dżem morelowy (tym razem nie domowy, ale ekologiczny, nie bardzo słodki) z chlustem wermutu, posiekanymi drobno suszonymi morelami, listkami z tymianku (u mnie była to czubata łyżka) i sokiem z cytryny. Doprawiam sol i pieprzem. Zmiksowałam na gładką, gęstą masę. Ostudziłam. 1 łyżkę tej mieszaniny możemy zostawić do sosu dyniowego (przepis poniżej).

Piekarnik nagrzałam do 150 stopni Celsjusza. Polędwiczki rozcięłam wzdłuż najpierw w 1/3 wysokości, a potem grubszą część rozcięłam od środka w połowie jej wysokości, tak by uzyskać długi płat cienkiego mięsa. Rozbiłam delikatnie dłonią (jeśli używacie czegokolwiek twardszego od dłoni, trzeba rozbijać bardzo delikatnie, by nie rozerwać mięsa.) Rozbity płat mięsa ułożyłam na folii aluminiowej. Doprawiłam solą i pieprzem. Ułożyłam plasterki boczku na prawie całej powierzchni, zostawiając z jednego długiego boku trochę pustego miejsca, by rolada się później skleiła. Na boczku rozsmarowałam delikatnie cienką warstwę ostudzonej mieszaniny morelowej. Mięso zawinęłam, pomagając sobie folią aluminiową.

W niskiej temperaturze piec takie roladki trzeba ok. 1,5 godziny, ale przyznam, że nie spojrzałam dokładnie na zegarek, gdyż piekłam z termometrem do wewnętrznej temperatury mięsa 71 stopni Celsjusza.

Po tym czasie, roladki można przechować w lodówce lub od razu podać, podsmażając wcześniej na maśle z oliwą (lub klarowanym maśle lub czym dusza zapragnie), by nabrały ładnego złotego koloru. Jeśli przechowujemy je w lodówce, przed podaniem podgrzewamy w piekaniku lub na parze, wciąż zawinięte w folię aluminiową.

Jedna uwaga: Do farszu, dobrze jest dodać 1 białko i odrobiną białka posmarować również długi bok mięsa, pozostawiony pusty. Dzięki temu roladki na pewno nam się nie rozkleją podczas podsmażania czy krojenia. Ja tym razem o tym zapomniałam, ale ponieważ uważam to za niemal konieczny element, dlatego dopisałam do składników. Białko dodajemy do ostudzonego farszu. Można też dodać chlust gęstej śmietany, dla lekkości i by nadać kremowej konsystencji nadzieniu.

Roladki po podsmażeniu, odkładamy na deskę i kroimy w grube plastry. Podajemy z sosem, gnocchi i sałatką lub z czym mamy ochotę.

Sos dyniowo-morelowy

Składniki:
1 szklanka puree dyniowego
1 czubata łyżka mieszaniny morelowej, z przepisu powyżej
świeży lub suszony tymianek (do smaku)
sok z cytryny (do smaku)
sól, pieprz
płyn (woda/bulion)
płatek masła (ok. 1 łyżeczki do 1 łyżki)

Przygotowanie: Wszystkie składniki umieszczamy w garnuszku i podgrzewamy. Jeśli dynia jest bardzo sucha, dodajemy wody/bulionu. Gdy składniki się zagotują, miksujemy, przecieramy przez sitko (można pominąć ten etap), doprawiamy solą i pieprzem i ew. jeszcze płynem, dla odpowiedniej konsystencji. Na koniec dodajemy płatek masła. Mieszamy i podajemy.

Przepis na dyniowo-ziemniaczane gnocchi znajdziecie tutaj (wybaczcie te koszmarne zdjęcia ;D )

Smacznego.

27 myśli nt. „Szczęśliwe Łabędzie.

  1. Cała aranżacja robi wrażenie:) A już myślałam, że jak łabędzie to może takie ptysiowe:)a tu taka niespodzianka:) Pozdrawiam!

  2. Gratuluję kuchennej twórczości!
    Też uwielbiam taniec, bo daje mi poczucie wyzwolenia. Wszystkie problemy, myśli i rozterki uciekają na bok, liczy się tylko ruch…
    Kuchenne przedsięwzięcia działają podobnie – na chwilę wyrywamy się do innego, smacznego świata.
    Pozdrawiam!

  3. Oj, pięknie powywijałaś na talerzu! W moim przypadku to nawet lepsze, niż taniec sam w sobie – bo ja tak jakoś nie bardzo… Może mi się kiedyś odmieni. ;)

    Buziak!

  4. apetyczne smakołyki:) polędwiczka z morela brzmi przekusząco:))))Całość bardzo wykwintna;)

  5. bardzo ladne zdjecia:) aranzacja na talerzu super!!!
    a poledwiczki na pewno wyszly rewelacyjne:)

  6. Bardzo smacznie wygląda. Lubię połączenie mięska z owocem.
    Pozdrawiam:)

  7. Tytuł skojarzył mi się z Czarnym łabędziem, u Ciebie na szczęście szczęśliwym, więc pięknie :)))

    Oj, takie sosy, marynaty z przetworów i suszonych owoców z alkoholem to ja uwielbiam Tili, na 200% to musi być przepyszne! :)

    Buziaki :)

  8. lubię takie faszerowane cuda! zdjęcia obłędne :D

    a ten sos dyniowo-morelowy, maksymalnie mnie kusi :D

    Buziak i miłego dzionka!

  9. dawno nie widziałam tak pięknie podanego dania.

    a taniec.. mam wrażenie, że wciąż nie dla mnie.

  10. Gdybym nie zobaczyła, to bym wątpiła. Ale w tych roladkach ze zdjęć rzeczywiście idzie się zakochać. Cudne te zdjęcia!

  11. Narobiłaś mi ochoty, a nie jem mięsa! ale na ten sos to się chyba skuszę

  12. Aniu, a wiesz, te ptysiowe to za mną chodzą odkąd przeczytałam o nich u Herme :)

    Werando Pełna Słońca, widzę, że na temat tańca i kuchni mamy to samo zdanie :)

    Oczko, trzeba sobie życie ubarwiać :)

    Oliwko, jedni lubią taniec, inni odmienne aktywności, ważne by znaleźć sobie to co najbardziej do nas pasuje :)

    Izko, dzięki piękne :)

    Aga, miałam wenę na układanie, to się trochę pobawiłam :)

    Majanko, widzę, że w takim razie mamy ten sam smak do mięsa z owocami :)

    Wykrywacz smaku, kłaniam się nisko w podziękowaniu :)

    Moniko, Czarnego Łabędzia nie oglądałam i nie wiem czy obejrzę, bo ja niestety z tych co po thrillerach nie śpią ze strachu przez kilka nocy ;D

    Eve, w takim razie popełnij i daj mi znać :) Smacznego :)

    Grażyno, było, wierz mi było :)

    Asiejko, dzięki za te miłe słowa :)

    Kass, częstuję więc wirtualnie :)

    Auroro, dzięki piękne :)

    Usagi, tak, one chwytają za serce :)

    Delikatessen, Dzięki :)

    Pat, lubię tak czasem pobawić się w aranżacje :)

    Emmo, o tak sos smakuje wybornie :)

    Aga, a no prawda :) Dokładkę? :)

  13. Czysta poezja! Zawsze mi się wydaje, że a takie gnocchi to ja mam za mało czasu. Ale te roladki to sobie muszę zrobić :)

  14. Olu, ale gnocchi można zrobić w jeden szybki wieczór – tak ze 2 godzinki to zajmie, a potem pomrozić. Mi wyszło z podwójnej porcji chyba z 5 blach gnocchi :)

  15. Aranżacja niesamowita, ja nigdy chyba się nie bawię w takie dodatki. Jak to mawia mój mąż: Pięknie wygląda tylko mało do jedzenia :)))))
    Pozdrawiam serdecznie

  16. Staroświecki Zakątku, ależ jemy też oczami :) I wierz mi, na talerzu było wystarczająco by się najadł nawet całkiem głodny chłop, za to poczuł się jak książę i to było wspaniałe :)
    Pozdrawiam i witaj u mnie :)

  17. Bardzo ładnie podane. Już dawno chciałam Ci to napisać, ale miałam problemy z przesyłaniem komentarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *