W samo południe …



Noc, z 5 na 6 października. Śnię, a w śnie jestem w zadziwiających miejscach, jest i śnieg i słońce, i narty i piękne kwiaty, jednym słowem mieszanka zapamiętanych obrazków z bloga Eli. Ale co Ela robi w moim śnie? Siedzi ze mną nad najogromniejszym kubkiem kawy, prawie jak z Alicji w Krainie Czarów i mówi „Tili, już czas na rogale marcińskie i jak ich w tym roku nie upieczesz to zobaczysz …”. Obudziłam się jak zawsze po takim kulinarnym śnie rozbawiona bez reszty. Jeszcze przy śniadaniu zamówiłam mak, chwaląc się tym na wszelki wypadek Eli. Kto wie, może ona jakąś wenecką stregą jest, że mi moje obietnice zeszłoroczne zapamiętała. Z magią lepiej nie zadzierać.


I tak biały mak dostał się do mojej kuchni, a z niej w dwie jeszcze strony odjechał. Jedna część do Wielkiej Brytanii poleciała, by Poleczka trochę polskich rogali mogła podjeść, a przy okazji pobawić się słodko i smacznie w nowej kuchni. Druga wraz z Ptaśkiem na Mazury pojechała, gdzie spałaszowana została przy akompaniamencie kocich miauków, co to zza progu się jedzonka domagały, Bicię przy okazji do furii doprowadzając. I wreszcie i ja swoje pierwsze rogale marcińskie upiekłam. A muszę Wam powiedzieć, że ja i zwijanie rogali nie za bardzo się lubimy. Zwykle już na etapie zwijania moje rogale jakieś małe potworki mi przypominały, dlatego też koniec końców w najróżniejsze pakieciki ciasto drożdżowe czy półfrancuskie zawijałam, w środku smakowitości chowając.


Nie tym razem jednak. Rogaliki na blasze wyglądały tak pięknie, że aż bałam się je piec, by tego efektu nie stracić. Ale przecież nie dla samego wyglądu takie smakowitości robiłam. Czekałam na to maślane, listkujące się ciasto, nie za słodkie, nie za wytrawne, takie w sam raz, ukrywające w sobie orzechowo-makowe, słodkie i miękkie nadzienie. I doczekałam się. Jeszcze cieplutkie, pełne smaku i aromatyczne, wprost wyborne. Dokładnie takie jak sobie wymarzyłam. I co ważniejsze – wszystkie rogaliki przypominały rogaliki!

I tak w samo południe ostatniego dnia smakowitej, orzechowej zabawy prezentuję moje rogaliki. Częstujcie się i świętujcie spóźnionego Św. Marcina.

Rogale marcińskie

Ciasto:
1 szklanka ciepłego mleka
1 łyżka suchych drożdży (ja dałam 20 g świeżych drożdży)
1 jajko
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
3 1/2 szklanki mąki
3 łyżki cukru
szczypta soli

225 g miękkiego masła (z tego 2 łyżki użyjemy do ciasta)

Nadzienie:
30 dag białego maku
10 dag pasty migdałowej (marcepanu)
3/4 szklanki cukru pudru (dałam mniej niż 1/2)
10 dag orzechów włoskich (nie miałam, dałam 75 g orzechów laskowych, uprażonych i wyłuskanych)
10 dag zblanszowanych migdałów (dałam ok. 125 g płatków migdałowych)
1 łyżka kandyzowanej skórki pomarańczowej (dałam 2 łyżki)
2-3 łyżki gęstej śmietany (dałam 2)
3 podłużne biszkopty, pokruszone na okruszki (ja dałam 6 amaretti)

Na glazurę:
1 jajko rozbełtane z 2 łyżkami mleka

Lukier:
1 szklanka cukru pudru
2-3 łyżki płynu (może być woda, mleko, likier)
posiekane migdały lub migdałowe płatki

Przygotowanie: Drożdże rozczyniłam z mlekiem i cukrem. Do miski przesiałam mąkę z solą. Dodałam 2 łyżki masła i roztarłam je palcami. Wraz z pracującycm zaczynem dodałam jajko i wanilię. Wyrobiłam krótko ciasto, tylko aż stało się gładkie (ciasto powinno być lekko lepiące i chłodne, więc nie wyrabiać za długo!). Ciasto uformowałam w prostokąt i schłodziłam w lodówce przez ok. 1 godzinę. Schłodzone ciasto rozwałkowałam na blacie na prostokąt o wymiarach ok. 30×15 cm, tak aby krótsze boki stanowiły górę i dół. Masło rozsmarowałam na cieście, zostawiając 1/2 cm margines. Złożyłam 1/3 ciasta od góry, a następnie dolną cześć tak by przykryła górną. Dobrze skleiłam brzegi i rozwałkowałam na prostokąt o wymiarach 25×17 cm. Należy jak najmniej podsypywać mąki. Schłodziłam przez ok. 45 minut. Proces powtórzyłam jeszcze 5 razy (wystarczy 3 razy), chłodząc ciasto min. 30 minut. Potem ciasto należy schłodzić min. 5 godzin, a najlepiej przez noc.

Mak i orzechy sparzyłam wrzątkiem, po 15 minutach odcedziłam i dobrze odsączyłam. Zmieliłam dwukrotnie razem z migdałami. Marcepan roztarłam mikserem z cukrem pudrem, dodałam zmielony mak z orzechami, amaretti, skórkę pomarańczową. Śmietany dodałam tyle, by miało zwartą, ale plastyczną konsystencję. Może nie być potrzeby jej dodania.

Ciasto wyjęłam na 20 minut przed planowanym robieniem. Wywałkowałam prostokąt 65×34 cm i przecięłam wzdłuż długiego boku na 2 części. Każdy pasek pokroiłam na 12 trójkątów. Nadzienie rozsmarowywałam tak, by na wszystkich bokach trójkąta był mały margines. Zawijałam w rogaliki od podstawy trójkąta. Odłożyłam na blasze wyłożonej pergaminem na ok. 1 1/2 godziny. Posmarowałam jajkiem rozkłóconym z mlekiem. Piekłam w 180 stopniach Celsjusza przez ok. 20 minut, aż się ładnie zezłociły. Wyjęłam na kratkę, polałam lukrem, posypałam płatkami migdałowymi i wystudziłam.

Źródło: Najlepsze jedzonko Eli

Smacznego.

29 myśli nt. „W samo południe …

  1. Są boskie! Tili, a wiesz jak za mną chodzą rogale marcińskie? Twoje to naprawdę mistrzostwo świata, puszyste i z ogromną ilością przepysznego nadzienia, chyba mnie zaraz skręci z zazdrości :)
    Muszę spróbować zrobić, problem jest taki, że się nie lubimy z bezglutenowym ciastem drożdżowym, czasem wychodzi lepiej a czasem beznadziejnie pomimo tych samych składników i procedury, muszę pokombinować bo już mnie to wkurza :)
    Mam nadzieję, że Twoje kłopoty to już powoli przeszłość, trzymaj się, ściskam :*

  2. O Mamuniu jakie piękne. To dla mnie ten na dłoni? :) A dziękuję, poczęstuję się z przyjemnością :) Z OGROMNĄ przyjemnością :)

  3. Tili,

    wiesz, że uwielbiam rogaliki z dużą ilością słodkiego lukru na wierzchu?
    cukier puder zawsze strzepuję.

    a to nadzienie makowe.. kuszące, oj kuszące. ja uwielbiam wszystko co makowe (a już najbardziej świąteczną kutię, bo ona głównie się składa z maku), a białego nigdy, przenigdy nie próbowałam.

  4. Właśnie byłam przed chwilą na sąsiednim blogu i nie wiem, które ładniejsze… Pysznie wyglądają :)

  5. Hehe! pamiętam jak mi opowiadałaś o tym śnie ;) A mój sen z Twoimi bułkami pamiętasz? ;))

    No rogale… sama wiesz – jak słodkie to dla mnie ambrozja ;)

  6. Rogaliki jak marzenie, nie tylko sen…:)
    Pięknie Ci wyszły, że dobre to wiem bo w zeszłym roku je piekłam, pyyyszne!

  7. Tili piekne i zapewne przepyszne sa te rogale. W tym roku nieststy pierwszy raz od wielu lat nie zjadlam mojego ukochanego rogala marcinskiego. Poczestuje sie wiec tym Twoimi :)

  8. Co Ty mówisz, że się nie lubicie ze zwijaniem rogali, wy się kochacie. Są piękne. Ciekawa jestem co Ci się teraz przyśni.

  9. No… zaimponowałaś mi, Tili… Ja w tym roku nie tylko nie upiekłam rogali, ja ich nawet nie zjadłam! Tak jakoś wyszło. A Twoje piękne są tak bardzo i aż mi szkoda, że się nie zmobilizowałam i nie piekłam. Nic to. Za rok może?

  10. Co Ty gadasz o niekształtnych rogalach?! Pulchne i rogalikowate jak się patrzy! A ten lukier… czemu mi nigdy taki nie wychodzi?! śliczne Ci wyszły, i tyle.
    PS. Dziękuję za opublikowanie i wspólne pieczenie, i idę rozpakowywać się dalej :)

  11. a ja przez ponad rok blogowania nie miałam jeszcze nigdy kulinarnego snu:( Muszę złożyć reklamację, tylko nie wiem do kogo;)
    Po takich snach może też bym tak pięknie piekła. Cudowności!!!

  12. ojej,tutaj polnoc za pasem,a Ty kusisz takimi wspanialosciami,rogale sa przepiekne,przeapetycznie i kalorycznie wygladaja :) :)
    Pozdrawiam cieplutko :)

  13. Przepiekne. Urocze. Sliczne! Tak ladnie zwiniete. Czy dostane juz jednego rogalika czy mam dalej chwalic? :)))) Wygladaja tak przepysznie..

    Przepis zapisany. W przyszlym roku i ja zrobie. Mam tylko nadzieje, ze nie przejelas "mocy" Eli i ze nie przypomnisz mi o tym we snie :))

  14. Och Tili, one są boskie! A ja w tym roku ani jednego nie zjadłam. Częstuję się Twoim wirtualnie do kawusi :)
    Buźka:***

  15. Na serio taki miałaś sen? Przezabawny :) Nie odważyłabym się po nim nie upiec rogalików ;)

    buziolek!

  16. Margot, cieszę się bardzo :) Częstuj się Kochana :)

    Falluniu, upiekłabym Ci ich z chęcią cały talerz, ale jeszcze nigdy nic bezglutenowego nie piekłam. Wiesz, to jest ciasto półfrancuskie i choć i drożdżowe, to jednak trochę inne. A może by tak zrobić wersję z francuskiego ciasta? Ono może być stricte bezglutenowe, prawda?
    Odezwę się za kilka dni i dziękuję za cierpliwość :***

    Kasiu, proszę bardzo i smacznego :)

    Tili, a wiesz, odkąd nauczyłam się porządnie robić lukier to też go polubiłam :)

    Grażynko, wszystkie, wszystkie :)

    Oczko, pamiętam, pamiętam :) A rogaliki już skonsumowane, co zresztą sama dobrze wiesz, bo właśnie śpisz smacznie w pokoju obok :*

    Kass, ja je piec będę już co rok, a może nawet i częściej, bo wspaniałe są :)

    Karolko, częstuj się do woli :)

    Lo, oj, ja mam często kulinarne sny :)

    Anna, oj, to trzeba było powiedzieć i wpaść do mnie :)

    Ptasiu, ale ich kształt to Twoja zasługa i Twojego cierpliwego tłumaczenia mi jak je zwijać :) Buziak i za to i za wspólną zabawę :***

    Abbra, oj tak, oj tak :)

    Atinko, koniecznie, naprawdę warto :)

    Kasiu, myśl o gotowaniu przed snem, a na pewno coś Ci się przyśni :) Ja myślę o gotowaniu prawie każdą wolną minutę mojej świadomości to i w snach do mnie przychodzi :)
    Buziak :*

    Karolciu, do nich, właśnie do nich :))) Dziękuję :***

    Gosiu, eeee tam, kalorycznie, najważniejsze że smacznie :) Jak się zje jednego rogala to nie będzie wielkiej tragedii :)))

    Majko, ależ chwal, chwal, to miód na moje serce, a ja Ci będę słać rogaliki i słać, bo jak inni jedzą ze smakiem to to też miód na moje serce :)

    Majanko, częstuj się do woli i do kawusi i herbatki. Ściskam Cię cieplutko :***

    Poleczko, ależ nie przepraszaj! Że zacytuję Julię, moją drugo-imienniczkę "Never Apologize" :))) Piecz kiedy Ci będzie wygodnie i ciesz się z tego. W końcu dla tej radości to robimy, prawda :))) Ściskam Cię cieplutko i buziaczki przesyłam :***

    Aniu, wiem, i ja się nie odważyłam i upiekłam je i zupełnie nie żałuję :) Ściskam Cię cieplutko Anulcia :***

  17. Niesamowite te rogale… zazdroszczę umiejętności. Gdy już zapomnę smak kupnych rogali marcińskich, to na pewno wypróbuję przepis:)

  18. Tili,
    drożdżowe ciasto bezglutenowe właściwie wychodzi, ludzie nawet mówią, że nie widać różnicy, ale ja się z tym nie zgadzam :)
    Właśnie z takimi laminowanymi, warstwowymi ciastami jest większy problem. Francuskiego się nie da zrobić a takie jak to, od wielkiej biedy wyjdzie.
    To tak w skrócie, bez wdawania się w szczegóły :)
    Ściskam Cię, trzymaj się :*

  19. Rany Tili, Ty naprawde mialas taki sen? To musi byc swietna sprawa takie sny kulinarne, chyba ich nigdy nie mialam… zazdroszcze i zaczytuje sie, ach takie rogale to mi sie pewnie dzisiaj przysnia :D

  20. Beatko, dziękuję pięknie :)

    Zielona, piecz koniecznie, kupne nigdy tak nie smakują jak te domowe, w tym jest czar i magia :)

    Felluniu, jesteś moją kopalnią wiedzy cukierniczej :***

    Basiu, ja mam bardzo często kulinarne sny, ale też bardzo często zasypiam wymyślając czy to potrawy czy tylko modyfikacje znanych mi dań, więc nic dziwnego że mi podświadomość pracuje kulinarnie również we śnie :)
    Buziak :*

  21. Felluniu, wszelakiej, wszelakiej :) Ciasto francuskie też robiłaś przecież i to z narażeniem zdrowia i dobrego samopoczucia – to się nazywa pasja :) Podziwiam :)

    Narzeczono, nie, niestety zniknęły tak szybko, że nie zdążyłam nawet sprawdzić czy dobrze się mrożą :DDD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *