Utracone święto, odzyskane pragnienia.


Bliskowschodnie ciasteczka z nadzieniem daktylowo-orzechowym …

… to chyba najdłuższa nazwa czegokolwiek co gotowałam, ale w końcu to specjalne ciastka. Podobno są najstarszym znanym na świecie wypiekiem i w kuchni żydowskiej znane są pod nazwą maamul, a czasem menena. Piecze się je na różne okazje, dlatego też postanowiłam wykorzystać ten przepis na stworzenie smacznych i zapadających w pamięć prezentów na Mikołajki.

Tak, dzisiaj są Mikołajki. Od kilku lat regularnie o nich zapominałam. Nie mam dzieci, ani też zbyt wiele nie ma ich w moim otoczeniu, więc to głównie dla nich obchodzone święto zawsze mi jakoś umykało. W tym roku jednak dało o sobie znać ogromną chęcią obdarowania i młodych i starych takim słodkim prezentem. A ja lubię dawać prezenty, patrzeć na miny osób rozwiązujących wstążeczkę czy rozrywających papier, na iskierki gdy patrzą na to o czym myśleli, a czasem i marzyli, albo na to co z chęcią spałaszują.

Specjalną kategorią prezentów są dla mnie zrobione własnoręcznie wypieki czy inne słodkości, choć też i wytrawne przysmaki. Gotowanie sprawia mi ogromną radość, ale sprawia mi ją nie tylko samo z siebie. Kiedy w odbiorcach moich dokonań widzę autentyczny zachwyt, widzę jak smakują przygotowane przeze mnie potrawy, mogłabym nie wychodzić z kuchni … no prawie :)

Tak więc w tym roku na zapomniane przeze mnie święto, na Mikołajki, swoim Najbliższym zrobiłam takie oto słodkie prezenty. Pachnące egzotyką, wykonane z troską i pieczołowitością, pieczone nie tylko przez żar piekarnika, ale i moje gorące pragnienia. A tutaj dzielę się nimi z Wami, bo choć nie są to najprostsze ciasteczka jakie kiedykolwiek zrobiłam, to gwarantuję że zwrócą włożony z nie czas i pracę po wielokroć.

Życzę wszystkim i Dużym i Małym wszystkiego najlepszego z okazji Mikołajek!


Bliskowschodnie ciasteczka z nadzieniem daktylowo-orzechowym
(ok. 48 sztuk)

Składniki:
800 g mąki semoliny (grubo zmielonej mąki z pszenicy durum)
100 g cukru
2 łyżki wody różanej lub z kwiatu pomarańczy
250 g masła lub margaryny
225 ml mleka lub wody
1/2 łyżeczki sody
cukier puder do posypania

nadzienie:
225 g daktyli
100 g posiekanych orzeszków pistacjowych lub włoskich
2 łyżki wody różanej lub z kwiatu pomarańczy
1 łyżeczka mielonego cynamonu lub kardamonu
2 łyżki cukru pudru

Przygotowanie: W misce wymieszałam mąkę, cukier puder i wodę z kwiatu pomarańczy (ew. wodę różaną). W rondelku podgrzałam masło, aż zaczęło się pienić i od razu wlałam do mąki. Dokładnie wymieszałam. Podgrzałam mleko (ew. wodę) prawie do wrzenia. Zdjęłam z ognia i stale mieszając rózgą dodałam sodę. Połączyłam z ciastem. Mieszałam aż ciasto stało się miękkie i delikatnie wyrabiałam ręką. Przykryłam folią i odstawiłam na kilka godzin (dokładnie na całą noc i odstawiłam do lodówki). Wszystkie składniki nadzienia wymieszałam, tak aby uzyskać pastę (ja użyłam miksera). Gdy ciasto było gotowe, odrywałam z niego kulki wielkości orzecha włoskiego. Formowałam je w dłoni, a następnie zaciskając dłoń, dociskałam boki kciukiem drugiej ręki, tworząc w cieście zagłębienie. Powinien wyjść kształt naparstka lub garnuszka, który napełniałam farszem. Zlepiałam ciastem otwór i formowałam w kształt kulek. Delikatnie je spłaszczając, układałam je na blasze wyłożonej pergaminem. Tradycyjny kształt można im nadać albo dzięki specjalnej foremce do maamuli albo widelcem. Piekłam przez 25 minut w piekarniku rozgrzanym do 160 stopni Celsiusa. Ważne, aby nie dopuścić do zbrązowienia. Trzeba je jedynie zrumienić. Po wyjęciu z piekarnika pozostawiłam je na blasze, aby ostygły i stwardniały. Posypałam cukrem pudrem.

Ja zrobiłam je z połowy porcji, gdyż miałam za mało semoliny. Do tego ciasto przygotowałam późnym wieczorem, a ciasteczka piekłam z samego rana. Ciasto zrobiło się strasznie twarde po nocy w lodówce, więc trzeba było najpierw potrzymać je trochę na kaloryferze, a później jeszcze uplastycznić je w dłoniach (najlepiej w małych kulkach). Pewnie takiego problemu nie byłoby gdybym nie schowała ciasta na noc do lodówki, ale trochę bałam się, żeby mi się nie zepsuło.

Oczywiście dalekie są od ideału, jeśli chodzi o kształt, ale nie mam specjalnej foremki, więc zrobiłam co mogłam przy pomocy widelca. Jeśli ktoś by wiedział, gdzie kupić (w Polsce lub necie) taką foremkę to będę wdzięczna za informację :)

Źródło: Clarissa Hyman „Kuchnia Żydowska. Przepisy i opowieści z całego świata”

Smacznego.

8 myśli nt. „Utracone święto, odzyskane pragnienia.

  1. prezenty własnoręcznie robione mają największą wartość…
    największą radość mi sprawia jak widzę gdy inni się cieszą z kartek przeze mnie robionych gdy im je wręczam :)

  2. o! mój ulubiony kształt ciasteczek :)
    wyglądają przepysznie, choć za daktylami nie przepadam…

  3. U Ciebie widze ze mnie sporo ominelo … Tyle smacznych wpisow dodalas i ladnie je sfotografowalas. :)
    Pozdrawiam serdecznie!

  4. Tilia, piękne prezenty :) Smakowite i tak slicznie wykonane.
    Pozdrawiam Cię:)

  5. Aj, pozazdrościć takich fajnych słodkości. :) Aż jeść się chce! :)

  6. Dzięki Dziewczyny :) Te ciasteczka rzeczywiście były bardzo smakowitym i do tego aromatycznym prezentem. Zarówno moje dłonie od formowania, jak i cała kuchnia od pieczenia jeszcze przez kilka godzin pachniały kwiatem pomarańczy :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *