Łakoć na wynos, czyli piknik wiosenną zimą.

Zima zeszłego roku nie rozpieszczała nas śniegiem, za to dawała wiele okazji do dłuższych wyjazdów do lasu, spacerów, treningów … jednym zdaniem wspaniale spędzanego czasu na powietrzu. Czasu, który aż doprasza się o jakąś smakowitą, słodką przerwę.
 
SONY DSC
 
Od czasu, gdy Arthas, nasz kochany łobuziak, owczarek niemiecki, pojawił się w naszym domu, nasze życie i codzienna rutyna stanęły na głowie. Koniec z leniwymi porankami, koniec z wymówkami "zimno-pada-nie-chce-mi-się-wychodzić", koniec z wylegiwaniem się w łóżku do późnego poranka, bo przecież dopiero na 14:00 jedziemy do przyjaciół grać w Magię i Miecz. Teraz zimno czy deszcz, spotkanie z przyjaciółmi czy po prostu codzienne obowiązki – muszą uwzględniać i ten nadrzędny obowiązek … potrzeby psiaka.
 
Więc skoro na popołudnie zaplanowana została rozgrywka w kultową wręcz grę Talizman, czy inaczej zwaną Magię i Miecz, najpierw trzeba było zapewnić naszemu włochatemu dzieciakowi zabawę. Wyjazd do lasu późnym rankiem, szwendanie się po lesie, obserwowanie jak Arthas a to węszy w około zaciekawiony zapachami lasu, a to kopie w ziemi dziury, rzucanie mu ukochanego gryzaka i przeciąganie się nim z nim, trochę ćwiczeń z posłuszeństwa, czyli czas jak co dzień, ale w znacznie przyjemniejszej niż osiedlowa scenerii, wydawał się ideałem, tym bardziej, że akurat dawał czas na poranne upieczenie brioszek.
 
SONY DSC
 
Wieczorem wyrobione ciasto na briosze, bogate do obłędu w maślano-jajeczny smak, lubi chłód. Czy to w fazie pierwszej fermentacji czy też w fazie wyrastania bułeczek dobrze jest pozwolić mu powoli rozwijać się w chłodzie. Schłodzone masło później w czasie pieczenia da ten nieziemski efekt listkowania ciasta, który tak zachwyca we francuskich wypiekach. Zajadane potem w lesie, popijane doprawioną korzennie herbatą z termosu, podpatrując jak nasz maluch biega od patyczka do patyczka i tylko zerka* czy nie patrzymy, by jakiś chwycić i dumnie biec z nim w pysku to moje małe chwile szczęścia.
 
SONY DSC
 
Tym bardziej, gdy później docieramy do przyjaciół, zziębnięci i zziajani, dostajemy ciepłe kubeczki z herbatą lub kawą w ręce i obserwowani przez koty gramy w grę, rzucając kośćmi, przesuwając pionki, a nawet nie zauważamy jak kolejne brioszki znikają ze stołu. Szczególnie, że te bułeczki dostały tak smakowite nadzienie … kutię. Pozostała miseczka kutii ze świąt, została schowana w tyle lodówki i dopiero do brioszek wyjęłam ten słodki łakoć. I jeśli o brioszkach można powiedzieć, że są niebiańsko dobre, to brioszki z nadzieniem z kutii to uzależniający grzeszek.
 
Wszystko co dobre można powiedzieć o brioszkach i wszystko co dobre można powiedzieć o kutii łączy się w jeden smakowity i aromatyczny poemat. I nie dajcie się zwieść. To że my zajadaliśmy je "na wynos", w lesie lub u przyjaciół, to że ostatnio raczej rzadko zdarzają się nam leniwe poranki, nie znaczy, że uformowane wieczorem i upieczone rano brioszki, nie mogą zapewnić Wam rozkosznego poranka, drugiego śniadania czy po prostu smakowitego deseru.
 
 
Brioszki
(przepis cytuję za Lo, z moimi zmianami w nawiasach i uwagami pod przepisem)
 
Składniki:
3 szklanki mąki pszennej luksusowej typ 550 (ja odważyłam 510 g mąki, przyjmując jak zawsze, że 1 szklanka mąki pszennej jasnej to 170 g)
240 g zimnego masła, w oryginale 280 g
7 g suszonych drożdży lub 15 g świeżych
1/3 szklanki cukru + 1 łyżeczka cukru (za drugim razem dałam 1/4 szklanki miodu zamiast 1/3 szklanki cukru)
1/4 szklanki ciepłej wody
5 dużych jajek
1 łyżka kwaśnej śmietany lub jogurtu naturalnego
1/2 łyżeczki soli
 
masło do posmarowania foremek
1 jajko (u mnie tylko żółtko, a białka mrożę do późniejszych bez lub makaroników) rozbełtane z 1 łyżeczką wody (u mnie mleka)
 
Przygotowanie: Masło wyjąć z lodówki i pokroić w 1 cm kostkę. Zmiksować w misce na gładką masę. Odstawić. W  drugiej misce wymieszać drożdże z wodą i 1 łyżeczką cukru. Odstawić na 15 minut (aż zaczyn ruszył). Dodać resztę cukru, jajka, kwaśną śmietanę i sól. Zmiksować całość na gładką masę. Dodać mąkę i miksować końcówką do wyrabiania ciast drożdżowych, tzw. haki, do uzyskania gładkiego ciasta (około 5 minut). Cały czas miksując, dodawać po okolo 2 łyżki masła. Następną porcję masła dodać, kiedy poprzednia połączy się z ciastem. Gładkie, wyrobione ciasto przełożyć do dużej miski posmarowanej olejem. Wstawić do lodówki na noc, a maksymalnie do 24 godzin.
Foremki do brioszek (10 sztuk) wysmarować masłem. Nałożyć do nich ciasto do około 3/4 wysokości. Ciasto jest dość lepkie i do nakładania go do foremek smaruję dłonie olejem o neutralnym smaku (ja posmarowałam odrobiną masła). Przykryć foremki natłuszczoną folią spożywczą lub ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na około 2 godziny. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. Czas wyrastania jest dłuższy ze względu na niską temperaturę ciasta, po wyrastaniu w lodówce.
Nagrzać piekarnik do 170 stopni C. Wierzch brioszek posmarować rozbełtanym jajkiem. Wstawić je do piekarnika i piec na złoto przez około 20-25 minut. Brioszki można piec również w formie keksowej jako jedno ciasto. Wtedy należy wydłużyć czas pieczenia (do ok. 40-45 minut). Brioszki po wyjęciu z piekarnika studzić przez 2 minuty na kratce. Podawać ciepłe lub w temperaturze pokojowej z masłem i konfiturą. (Brioszki można też odgrzać w nagrzanym piekarniku przez kilka minut, lekko zwilżone wodą, by nie wyschły).
Brioszki można zamrażać.
 
Moje uwagi:
– za pierwszy razem włożyłam ciasto do wyrastania do lodówki, tak jak jest w przepisie. Ale za drugim razem dałam mu podwoić objętość (zajęło to ok 1 1/2-2 godziny), a potem uformowałam bułeczki (z nadzieniem z kutii) i w podłużnej foremce (35 cm x 25 cm) wstawiłam do lodówki.
– co do czasu pieczenia – brioszki pieczone za pierwszym razem były w ceramicznych kokilkach. Nie jest to dobre rozwiązanie dla ich wyglądu, bo wychodzą bardzo blade. Do tego trzeba zwiększyć czas pieczenia o ok. 10 minut. Brioszki pieczone za drugim razem – w formie odrywanych bułeczek z blachy, były znacznie wygodniejszym – z punktu widzenia piknikowego – rozwiązaniem, ale czas pieczenia należy wydłużyć do ok. 40-45 minut. Jeśli takie bułeczki wyrastały by na standardowej blasze piekarnika, a nie w formie 25 cm x 35 cm, i byłyby dalej od siebie, należy piec je jak indywidualne brioszki.
– generalnie, małe foremkowe brioszki, najlepiej piec w metalowych lub silikonowych foremkach, nie w ceramicznych. Ale nic nie tracą na smaku ani konsystencji jak pieczone są w formie bułeczek, czy to luzem czy odrywanych.
– te brioszki doskonale też nadają się na świąteczne wypieki, czy to bożonarodzeniowe czy wielkanocne.
 
 
* nie pozwalamy psiakowi nosić ani podgryzać patyczków, po tym jak napatrzyłam się na koszmarne efekty wbitych kawałków drewna w przełyk psiaków. Co nie zmiania faktu, że Arthas, jak na psiego nastolatka przystało, podpatruje gdzie tu się da przesunąć granice tego co wolno a co nie :D
 
Smacznego.
 

4 myśli nt. „Łakoć na wynos, czyli piknik wiosenną zimą.

  1. Bardzo miło wspominam tamten weekend :) Mam nadzieję, że niebawem będzie kolejny – tym razem od rana z przerwą po południu ;)

  2. After looking into a few of the blog posts on your site,
    I seriously appreciate your way of writing a blog.

    I book-marked it to my bookmark site list and will be checking back in the near future.
    Please check out my web site too and tell me what
    you think.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *