Szczęście pod chmurką.

Mój projekt "Działka" działa pełną parą. Odchwaszczanie, przekopywanie, sadzenie, podcinanie … aż plecy bolą, nogi po całym dniu aż drżą ze zmęczenia, ale całe ciało przepełnia niewiarygodna energia. Chce się więcej i więcej. Uwielbiam działać, być w ruchu, tworzyć coś z niczego, naprawiać i ulepszać. Dotyczy to każdej aktywności, w którą się angażuję. Również kuchni.

 
Ale co jeśli od kuchni jestem daleko, wśród drzew i krzewów owocowych, pośród pierwszych poziomek i skopanej na trawnik ziemi. Oczywiście wybór padł na grill. Duża czarna kula stojąca pod altanką ze starą winoroślą, stalowy stół obłożony czarno-białą ceratą, stare obite talerze i sztućce pamiętające lepsze czasy. Tak wygląda moje "Szczęście" pod gołym niebem. Z czasem pewnie i ono się zmieni, ale już teraz jest doskonałe, by na starym stoliku pojawiły się prawdziwe smakołyki.

 
Tamtego dnia odwiedzili nas przyjaciele, a ich malutka córeczka chodziła od kwiatka do kwiatka wąchając je i podbijając nasze serca. Pstrąg z grilla był idealnym dopełnieniem dnia pełnego pracy i wspaniałego towarzystwa. Chrupka skórka o czosnkowo-kuminowym aromacie skrywała farsz słodko-kwaśny o korzennym aromacie, którego aromaty przeniknęły do delikatnego mięsa. Wystarczyło kilka minut na grillu, do tego podpieczony chleb i sałata z oliwą i sokiem z cytryny, byśmy mieli iście królewski obiad. Popijając rabarbarowym kompotem, rozmawiając o sprawach bliższych i dalszych … to był weekend pełen energii.


Pstrąg z grilla a la Kineret

Składniki:
4 duże, świeże pstrągi
2 żabki czosnku
1 pęczek natki pietruszki
1-2 cytryny z syropu*, drobno pokrojone
mielony kumin do natarcia
sól i pieprz
sok z 1 cytryny
oliwa
cząstki cytryny do podania

Przygotowanie: W pstrągi zrobiłam cienkie nacięcia i włożyłam w nie cienkie plasterki czosnku. Resztę czosnku posiekałam, dodałam posiekaną natkę, cytryny z syropu i nadziałam tym pstrągi. Ryby natarłam kuminem, solą i pieprzem, lekko skropiłam je oliwą i sokiem z cytryny. Odłożyłam je na 15 minut. Na ruszcie do grillowania położyłam ryby. Grillowałam z jednej strony ok 6-7 minut, potem obróciłam i grillowałam ok. 4-5 minut. Można w czasie grillowania spryskać je sokiem z cytryny. Podałam z sałatą, cząstkami cytryn, kilkoma kroplami oliwy i pajdami grillowanego chleba.

* cytryny pokroiłam na plastry i wrzuciłam do gorącego syropu prostego (czyli 1:1 cukier i woda) aż ostygło (nie gotowałam już cytryn w syropie, bo by się rozpadły. Ja użyłam cukru brązowego i to co zostało, zarówno sam syrop, jak i cytryny nie zużyte go pstrąga dołożyłam do kompotu z rabarbaru i mięty. Bajka!

Źródło: Clarissa Hyman "Kuchnia żydowska. Przepisy i opowieści z całego świata"

Smacznego.

9 myśli nt. „Szczęście pod chmurką.

  1. Gdyby tak się dało czerpać pełnymi garściami bez tej ciężkiej pracy… No, ale się nie da. Więc wytrwałości życzę. :) Jestem pewna, że to ogromna przyjemność chrupać choćby zwykłą marchewkę, ale za to z własnej grządki. :)

  2. Tili powiem szczerze, że zazdroszczę troszkę tego własnego kawałka ziemi w postaci działki.  Moi teściowie niby mają, więc mogę korzystać, ale jednak co swoje to swoje.  Rybka boska i już.

  3. sądząc po zdjęciach, kawał roboty za Wami
     
    i pewnie kawał przed Wami ;)

  4. Uwielbiam pstrąga z grila ! Twój zapowiada się bardzo apetycznie !
    Gratuluje nowego miejsca i tu i na ziemi ;)

  5. Madziu, ile pracy za Tobą i… ile przed Tobą. Na szczęście dla "Szczęścia" ta praca jest niesamowicie miła i satysfakcjonująca. Buziak.

  6. Pycha ten pstrąg z grilla! Zjadłabym sobie :)
    A czyje to łapki na zdjeciu?;)
    Pozdrawiam słonecznie z Gdańska :)

  7. Małgosiu, to rzeczywiście wspaniała przyjemność, gdy po dniu pielenia podchodzę do czereśni i zrywam sobie kilka czerwoniutkich, słodkich owoców :)

     

    Kabamaigo, to prawda, co swoje to swoje :)

     

    Jswm, oj tak, kawał roboty jeszcze przed nami :) Ale to miła robota :)

     

    Etralo, pstrąg jest jakby stworzony by go piec na grillu :)

     

    Just great food, dzięki :)

     

    Lo, oj tak, wiesz po całym dniu pracy kiedy bolą miejsca o których nawet nie wiedziałam, że mogą boleć, dalej mam tyle energii, że aż mnie rozpiera :) Buziaczek :*

     

    Majanko, w takim razie zapraszam na grilla :) A łapki są mojego Ukochanego, po tym jak przekopał i wyrównał główną ścieżkę na działeczce :) Buziak :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *